sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 6: Przeznaczenie zmienia wiele


Teraz już nie mogę tego ukrywać . Ona wie, że nie jest dla mnie tylko przyjaciółką. Tak nagle nasze relacje się zmieniły. Próbowałem zrozumieć moje emocje.

-Beck, tak nie może być. Nie możemy więcej się spotykać. Za duże ryzyko- odsunęła się niewielkim krokiem w tył

-Paige, zależy ci na mnie?- przejąłem się jej słowami

Po jej policzku spadła niewielka łza. Widziałem w jej oczach zagubienie.

-Nawet nie wiesz, jak bardzo

Znowu zeskoczyła z dachu, włączając w powietrzu światłocykl.

-Ty dla mnie też- powiedziałem sam do siebie, wpatrując się w znikający światłocykl Paige

Pojechałem do warsztatu. W końcu trzeba nadrobić długą nieobecność. Przysiadłem do swojego stanowiska. Wziąłem klucz do ręki i zacząłem przykładać się solidnie do naprawy zepsutego światłocyklu.W międzyczasie, Able sprawdzał prace na każdym stanowisku mechanika. Widział świetne rezultaty. Był nawet zadowolony z mojej roboty. Przystanął przy mnie, gdy kończyłem naprawę silnika.

-Doskonale, Beck. Dobrze ci idzie. Cieszę się, że w końcu coś do ciebie dotarło- usłyszałem pochwałę od szefa

Tylko dlatego, że nie myślę o Paige. Próbuję skupić się na swoich obowiązkach.

-A mnie cieszy to, że przestałeś się na mnie wydzierać - dokończyłem naprawę, zdejmując okulary ochronne

-Czasem tak trzeba. Doskonale o tym wiesz

-Wiem

Skończyłem pracę po połowie cyklu. Do szafki włożyłem swój klucz mechanika. Gdy zamknąłem ją, przystanąłem przy szafce Bodhiego. Dalej czułem wielką stratę. Przecież był moim najlepszym przyjacielem, jakiego miałem. Wciąż pamiętam dzień jego derezacji.  Trzymałem fotografię, która upamiętniała naszą przyjaźń.  Ja, Bodhi, Mara i Zed
.
-Chciałbym, żeby było, jak dawniej

Powiedziałem do siebie. Myślałem, że jestem sam, ale...

-Nie tylko ty byś chciał

Odskoczyłem, jak oparzony na głos szefa.

-Able

Opierał się o ścianę. Dziwnie na mnie spoglądał.

-Przez wojnę z systemem straciłem wiele zaufanych programów. Przyjaciół...sojuszników a, nawet najlepszych mechaników- wyliczał Able

-Brakuje mi go- posmutniałem

Teraz stał naprzeciw mnie. Trochę mnie to drażniło, ale trudno. Pewnie chce to skomentować. No dalej, Able. Mów, co chcesz!

- Mi też go brakuje, jednak jego strata dała początek rewolucji. Dzięki temu stałeś się renegatem

To już przegięcie. Przesądził. Jak może być dobra strona czyjejś derezacji?!

-Żałuję tego- chciałem krzyczeć, ale się powstrzymałem

-Beck!

Wyszedłem z warsztatu i pojechałem do domu. Miałem dość wszystkiego. Wolałbym nigdy nie rozpoczynać rewolucji. Same kłopoty.
Patrzyłem przez okno na miasto, myśląc o Bodhim i jego stracie. To wydarzenie całkowicie mnie odmieniło. Able ma rację, że po jego derezacji stałem się tym, kim teraz jestem. Tylko, że zakochałem się we własnym wrogu, który zna mój sekret
.
-Bodhi, ty byś wiedział, co robić.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 5: Nie popełniaj błędów


Wiedziałem, jak wielkie ryzyko wiąże się ze spotkaniami z Paige. Oboje o tym wiedzieliśmy, ale wszystko wyszło spod kontroli. Byłem załamany. Przez moją głupotę mogę ją stracić . Opuściłem głowę w dół i z moich oczu wylały się łzy. Już wszystko zrozumiałem. Kiedy ja rozpaczałem, w sali wydobył się blask świateł. Tron wrócił. Podszedł i odblokował mi kajdanki. Wtedy dotknąłem swoich nadgarstków, które miały niewielkie ślady po kajdankach. Zaczął mówić do mnie po przyjacielsku i nie miał mi za złe całej tej akcji.

-Jak się czujesz?

-Co ja mam poradzić, że ważna jest dla mnie Paige? Wiem, że działam przeciw Clu, tylko ja nie wiedziałem, że tak to się potoczy- wyrzuciłem z siebie ostatnie chwile złości

-O! Czyli przyznajesz, że ją kochasz?

-Nad życie- przyznałem mu rację

Powoli ogarniał mnie spokój. Tron wyjął swój dysk. Przez chwilę myślałem, że chce mnie zderezezować . Nie wyjmowałem swojego dysku. Wszelkie obawy zniknęły, gdy pokazał się obraz z jego pamięci. Jak jakiś program został zderezowany.

-Kiedyś Clu dzielił ze mną władzę. Nie było to łatwe i często dochodziło do konfliktów . Pewnej nocy walczyłem z moim przyjacielem na dyski. Dla zabawy. Niespodziewanie wojska nas otoczyły . Mieli go wysłać na Igrzyska, ale on stawiał opór

On też był w podobnej sytuacji. To była ciekawa historia, tylko jaki był koniec ?

-I co się stało ?

-Broniłem go. Chciałem go ocalić. Wtedy widziałem lecący w jego stronę dysk. Lśnił żółtym łukiem. Byłem świadkiem, jak Clu zderezował mi przyjaciela.

Okropne. Przeżył to samo, co ja, a  mimo tego krzyczałem na niego. Teraz mi było głupio.

-I co się stało?- ciekawił mnie koniec tego wspomnienia

Wyłączył dysk i włożył go z powrotem na plecy, jednak dokończył historię.

-Kiedy spytałem się o powód derezacji, powiedział mi, że jego zachowanie psuje ład i porządek w Sieci. Clu zniszczył mi wszystko, co miałem. Czy teraz rozumiesz, dlaczego zabraniam ci spotykania się z Paige?- ścisnął lewą rękę w pięść na chwilę, która później wróciła do poprzedniej formy

-Boisz się, że mnie zderezują? Przecież jako twój następca znam ryzyko. Nic nowego- nie przejąłem się tym

-Clu jest silniejszy, niż kiedykolwiek. Nie drocz się z nim! On cię zniszczy!- wykrzyczał, mając dosyć mojego lekceważenia  jego ostrzeżenia

Po części ma rację, że Clu jest silniejszy, ale dawno znałem ryzyko związane z bycia renegatem.

-Teraz to rozumiem. Dziękuję- zgodziłem się

 -Za co?

 -Za cenną lekcję. Tylko dobrze wiesz, że nie mogę zostawić Paige

 -Wiem o tym. Ja cię tylko ostrzegam. Dobra, leć do niej -lekko się uśmiechnął

 Nareszcie. Tron zrozumiał, jak ważna jest dla mnie Paige. Sam dobrze rozumiem jego zmartwienia. Będę uważał, by też innym nie stała się krzywda. Po pobycie w jaskini, od razu pojechałem spotkać się z nią. Przejechałem przez most, mijając zatłoczone pojazdy. Gdy wjechałem do centrum, gwałtownie zatrzymałem się. Widziałem na ulicy drobne sześciany. Derezacja? Niemożliwe. Później dostrzegłem medyków i rannych na metalowych noszach. Podszedłem nieco bliżej. Po twarzy poznałem Zeda. A gdzie jest Paige? Mam nadzieję, że nie brała udziału w tym wypadku.

 -Zed, co się stało- przykuł mój wzrok jego drobna rana na ręce

 -Nie wiem. Jechałem normalnie na rynek i tak nagle Paige mi wyskakuje i zderza się ze mną- mówił zbyt szybko, ale zapamiętałem ostatnią część

 -Chwila. Paige, gdzie ona jest? -byłem zdenerwowany

 -W jednej z karetek-

 Byłem w szoku. Dobrze, że nikt nie ucierpiał. Ale coś mi tu nie pasuje. Paige nie wpadłaby na Zeda przypadkiem. Może była przez kogoś ścigana? Przyspieszonym chodem podbiegłem do karetki. -Cholera. Nie ma jej- uderzyłem pięścią w pojazd Wróciłem do przyjaciela. Dalej nie ulotniła się ze mnie złość.

 -Jesteś pewien, że tu była? - wymachiwałem nerwowo rękami, odchodząc od zmysłów

 -Mówię ci, jak było. Nie kłamię!

 -To gdzie ona jest?! -popatrzyłem na niego wrogo

 -Musieli ją zabrać. Jest z innej frakcji- domyślił się Zed

 Dalej z furią wsiadłem na światłocykl.

 -Beck!- wołał, ale nie chciałem wracać

 Pojechałem na dach, gdzie miałem nadzieję spotkać Paige.

. -Nie musiałeś tu przychodzić - nie odwróciła się i patrzyła na światła miasta

 Podszedłem do niej, by sprawdzić, czy to ona tam stała. Po ułożonych włosach rozpoznałem moją dziewczynę. Chwila, dziewczynę? O nie nie nie!

 -Paige, nic ci nie jest?

 -To nic. W porządku. Dobrze wiesz, że sama umiem sobie pomóc

 -Wiem, ale jest problem. Tron. On...- przerwała mi

 -Jest tu? Powiedziałeś mu?!- rozejrzała się nerwowo

 Impulsywnie chwyciłem ją za dłonie. Patrzyłem w jej błyszczące oczy.

 -Paige, spójrz na mnie. On mnie śledził i wie o naszych spotkaniach. Ostrzegł mnie, że żołnierze ostatnio pilnują bardzo programy.

 Ochłonęła.

 -Dobrze, przepraszam-posmutniała

 -Nie szkodzi. Uroczo się gniewasz- lekko zaśmiałem się

 Paige zarumieniła się. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko. I doszło do nieuniknionego. Pocałowałem ją. Trwało to dość krótko i jeszcze zmieszało nas to całkowicie.

 -Beck, o czym ty myślisz? -zdziwiła się na tę reakcję

 -O tobie- odparłem otwarcie

 -Ja też- przyznała się do tego samego uczucia

 Teraz to Paige mnie pocałowała. Ten gest trwał dłużej. Nie wierzę. To chyba jakiś sen? Ale za to jaki wspaniały. Mógłby trwać wiecznie.

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 4: Lekcja przeszłości


Pojawiłem się na kolejnym treningu. Tron nie był pobłażliwy. Atakował agresywnie, by tylko mnie położyć na ziemię.

 -Musisz atakować zdecydowanie. Beck, skoncentruj się !

 Znów upadłem.Kiedy chciałem wymierzyć cios pięścią , chwycił mnie za nadgarstek i znowu przeleciałem na podłogę . Dalej nie odpuszczał . Wiem, że ostatnio nie daję rady na treningach, ale nie musi tak mnie rzucać . Co ja mu zrobiłem ?

 -Beck. Koncentracja!

 -Wybacz. Zamyśliłem się - wstałem na nogi gotowy do ataku

 Tron podszedł do pulpitu sterującego.

 -Dobrze wiesz, że tak nie możesz . I to przez takie zamyślanie ułatwiasz im derezację . Zobaczymy, czy poprawiłeś wyniki w symulatorze.

 Cała sala zamieniła się w iluzję miasta. Moim zadaniem było uciec od żołnierzy Clu. Przypominało mi to ostatni pościg, gdy w klubie robili kontrolę dysków tożsamości. W deszczu biegłem przez małe ulice gdzieś za miastem, gdzie nie poruszał się żaden program. W końcu zatrzymała mnie ściana. Ślepa uliczka. Gdy próbowałem szukać innej drogi ucieczki, za moimi plecami stała Paige, a raczej jej hologram. Musiałem z  nią walczyć wbrew sobie, choć wiedziałem, że to tylko symulacja. Zacząłem walczyć dyskiem i próbowałem położyć ją na ziemię. Nie wiem na jakim poziomie trudności byłem, ale dawałem radę. Kilka kopniaków i już straciła równowagę. Teraz mogłem ją zderezować. Tron tego chciał.

-Zderezuj ją, Beck!

Byłem skołowany. Wypuściłem z  rąk dysk i upadłem na kolana. Nie potrafiłem tego zrobić. I nigdy tego nie zrobię. Hologram mnie zderezował.

 <<Koniec symulacji. Zostałeś zderezowany>>

Tron wyłączył symulację.

-Beck, co się z tobą dzieje? Zawsze symulację przechodziłeś na 50% a teraz tylko na 20?-  był zdziwiony moimi wynikami

-Wybacz mi, Tron- wyszedłem z jaskini

Pojechałem na dach, by spotkać się z Paige. Kiedy przyszedłem na miejsce, widziałem, jak stoi oparta o krawędź. Podszedłem ostrożnie do niej.

-Długo czekasz? Wybacz, ja tylko...- przerwałem jej

-Nie szkodzi, Paige. Tu jesteśmy bezpieczni

Stałem dosyć poważnie, wpatrując się w oświetlone budynki. Paige podeszła bliżej mnie. Czuła, że coś jest nie tak, jak powinno być.

-Beck, co się stało?- patrzyła na mnie zmartwionym wyrazem twarzy

-To nic. Musiałem uciekać przed strażnikami. Robili kontrolę dysków. Na szczęście ich zgubiłem- wyjaśniłem nie owijając w bawełnę

Nie lubię, kiedy się smuci. Wiem, że boi się o mnie, ale ja czuję to samo, kiedy myślę, że ktoś może jej zrobić krzywdę. Zacisnęła moje ręce i patrzyła ze łzami w oczach. Nasze twarze były tak blisko siebie i prawie by tyknęły się nasze usta. Na szczęście nie doszło do tego. W porę odsunęła się.

-Nie jesteśmy sami. Za duże ryzyko. Oni nas złapią kiedyś, Beck. To tylko kwestia czasu- podniosła swój ton, zakrywając twarz

-Damy radę. Nie złapią nas. Nie pozwolę na to. A jeśli im się uda to będę z tobą- próbowałem ją pocieszyć, ale bardziej ją zmartwiłem

Skoczyła z budynku, uruchamiając w powietrzu swój światłocykl. Nie wiem, co mam  o tym myśleć. Paige tak bardzo boi się Clu, czy raczej straty? Stałem przy barierce, wpatrując się w znikający pojazd na moście. Nagle poczułem przeszywający prąd przez moje ciało. Nim powieki się zamknęły dostrzegłem znajomą sylwetkę. Tron?

-Przykro mi, Beck. Nie dałeś mi wyboru. Tak było trzeba.



Obudziłem się przykuty kajdankami energetycznymi. Byłem przerażony. Chciałem użyć klucza do otworzenia kajdanek, ale skonfiskował mi go. Byłem na niego wściekły. Czego on ode mnie chce?

-Tron, coś ty zrobił?!- szarpałem się, próbując uciec

-Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy- zdjął hełm i stanął naprzeciw mnie

-A te kajdanki to po co?!

-Chciałem cię chronić.

Patrzyłem wciąż z niedowierzaniem w czerń pokoju.

-Chronić? Przed czym?

-Przed twoją głupotą. Wiem o wszystkim, Beck. Spotykać się z przyjacielem ci nie zabraniam, ale Paige jest twoim wrogiem. Masz nie zbliżać się do niej!- odparł stanowczo

-Nie zabronisz mi tego. To moja przyjaciółka.

-Raczej jest dla ciebie kimś więcej

-Wypuść mnie!- znowu zacząłem się szarpać, lecz bezskutecznie

Przykucnął, bym słyszał go wyraźniej.

-Strażnicy cię nie szukają. Mają wyczyszczone rejestry z ostatniego cyklu. Nie ma za co.

Byłem coraz bardziej sfrustrowany. Nie pojmuje. Najpierw Zed myśli, że z Paige łączy mnie coś więcej, a teraz to Tron mnie o to podejrzewa?  Musze się stąd uwolnić, ale nadal kajdanki ani drgną.

-Nie uciekniesz. Powinieneś być mi wdzięczny. Gdyby nie ja, to cała horda strażników szukałaby i renegata i Becka- wstał i zaczął chodzić po pokoju

-Ty niszczysz mi życie!- wydarłem całym głosem z siebie

-Kiedyś mi za to podziękujesz. Przemyśl całą sprawę. Pomyśl, czy boisz dobrze. Zaraz wrócimy do tej rozmowy- wyszedł z jaskini

-Tron!- byłem nadal wściekły na niego



Pisać dalej? Ile osób ma zamiar to czytać?















poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 3: Sekret


Nie mogłem w to uwierzyć. To był Zed. Jak ja go dawno nie widziałem. Co on tu robi?

-Co ty tu robisz?- spytałem wciąż patrząc na jego obecność z niedowierzaniem

-Jak dobrze cię widzieć. Beck. A ty, jak zwykle nie w warsztacie- zaśmiał się

Ma poczucie humoru. Nawet w tak ciężkich czasach nie zapomina o śmiechu. To w nim lubię najbardziej. Przybiliśmy "żółwika" na przywitanie.

-Able dał mi wolne.

-Haha, Dobrze powiedziane. A co tam u ciebie?- jego uśmiech nadal był na jego twarzy

-Oprócz tego, że nie pasuje mi podział Clu i chcę go zmienić, to nic- chciałem coś powiedzieć dalej, ale w porę się powstrzymałem

-Dziewczyna?- szturchnął mnie w ramię

-Co dziewczyna?- wyrwał mnie z zamyśleń

-Beck, zmieniłeś się. Widzę to. Coś nie tak?- zapytał

-Nawet nie wiesz, jak bardzo- nie było mi do śmiechu, trzymałem powagę

-Stary, chodź do klubu. Wypijemy drinka i wszystko mi opowiesz. Ja tez mam dla ciebie nowiny

-Jakie?

-Powiem ci w klubie.

Przeszliśmy kawałek uliczki i natrafiliśmy na neonowy napis "Clubic" Tradycyjnie zamówiliśmy niebieskie drinki z lodem. Usiedliśmy wygodnie w kącie, słuchając muzyki. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Okazało się, że miał ten sam problem, co ja.

-Czyli ty też łamiesz podział Clu?- zdziwiłem się, bo zawsze przestrzegał praw

-Zgadza się. Robię to dla Mary.

-Dziwne. Przecież jest po naszej stronie- to już mnie kompletnie zaskoczyło

-Już nie. Przeprogramowali ją na Wygnańce.

Upuściłem szklankę na ziemię i cała się potłukła. Rękami objąłem głowę. Jak oni mogli jej to zrobić?

-Nie wierzę. Mara też jest wygnańcom?

-Czyli ta twoja też tam należy? Ciekawe. Może się znają.

-Możliwe. Jak do tego doszło?- wciąż nie mogłem zrozumieć, czego się dowiedziałem

-To zostaje bez odpowiedzi. Cóż, miło mi się gadało, ale muszę już iść. Właśnie idę spotkać się z Marą- wstał od stołu i zapłacił za drinka

Ja też zapłaciłem przy okazji przepraszając za szklankę. Było mi głupio. Wystarczy, że muszę tłumaczyć się szefowi i Tronowi. Gdy już to zrobiłem,  poszliśmy w kierunku wyjścia. Niestety pojawili się strażnicy. Oj kłopoty. Dlaczego to mnie zawsze spotyka?
Zatrzymali wszystkie programy. Muzyka przestała brzmieć w sali, a barman wycierał szklanki i kieliszki po napojach. Robił to w powolnym tempie ze strachu. Wszystkich ogarnęło przerażenie. I wtedy Zed nie uśmiechał się głupio.

-Musimy sprawdzić dyski. Proszę dać do kontroli.

Wszyscy uciekali do tyłu , by nie być zauważonym. Postąpiłem tak samo. Jeśli sprawdzą mój dysk to nie dość, że odkryją moją tożsamość to zdemaskują  zdradę. Jednak jeden ze strażników zauważył, jak próbuję zbiec i wyciągnął mnie z tłumu.

-Beck!

-Zed!

Rozdzielili nas.Siłą zabrali mi dysk tożsamości. Kiedy już chciał go przejrzeć, szybko kopnąłem go w twarz i zgarnąłem swój dysk. Szybko dobiegłem do wyjścia i uciekałem uliczkami Argonu, próbując zgubić za sobą strażników. Przepychałem się między programami. W końcu musiałem przyspieszyć biegu i wskoczyłem na dach. Na chwilę spojrzałem za siebie, by widzieć ile mnie dzieli od przeciwnika. Dalej nie zaprzestał pościgu.

-Poddaj się, programie!- rzucił we mnie dyskiem

Skoczyłem na ulicę, uruchamiając śwatłocykl. Mam nadzieję, że nie wywiążą się większe kłopoty.



Siedziałam w pokoju, patrząc przez okno na ruchy światłocyklów.

-Clu nie próżnuje. Znowu zarządził kontrole w mieście. Paige, słyszysz?



To była Quorra. Moja przyjaciółka mnie odwiedza akurat, jak chcę pobyć sama? Tak, znowu myślę o nim. Nie mogę przestać.

-Oj, wybacz. Zamyśliłam się

-Właśnie widzę. Nie pierwszy raz. Czyżbyś się zakochała?-  podeszła i oparła swą rękę na moim ramieniu

-Aż tak widać?- odwróciłam się w jej stronę

-Heh. Moja Paige. Jak się nazywa twój nieszczęśnik? - zaśmiała się

-Nie jest z naszej frakcji- wyrzuciłam z siebie

-Nikomu o tym nie powiem. A spotykasz się z nim?- usiadła nadal ciekawska moich odpowiedzi

-Tak. Każdego cyklu- wzruszyłam ramionami

Nagle przez moje ciało przeszedł impuls, który kazał mi spojrzeć na korytarz. Nie wierzyłam kogo tam widzę. Mara? Co ona tu robi? A może to nie jest ona? Chwila, niebieskie krótkie włosy. To na pewno Mara.

-Jak ona stała się Wygnańcem?- byłam w wielkim szoku

-Przeprogramowali ją. Była mechanikiem i zgarnęli ją z warsztatu. Potrzebowali kolejnych rąk do pracy.

-Ale przecież oni i  tak pracują dla nich. Po co więc przeprogramowanie?

-Dla pewnego zaufania. Rozkaz Clu.

-Znam ją. Pracowała z moim przyjacielem w tym samym warsztacie- w końcu dałam sobie do zrozumienia, że nie mogę dziwić się w nieskończoność

-O! Czyli twój chłopak to mechanik? No to niebawem go poznam. Jak wygląda?

Quorra bywa czasem zbyt ciekawska. Nie mogę jej zdradzić tożsamości Becka. Nie musi wszystkiego wiedzieć. To moja sprawa.

-Quorra, dość tych pytań. Idę spać. Trzymaj się- wstałam i poszłam do łóżka.

Ustawiłam tryb na hibernację. W końcu sen.

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 2: Tego nie da się zrozumieć


Pojechałem do warsztatu. W końcu muszę usprawiedliwić szefowi swoje ostatnie nieobecności. Oby mnie nie wywalił. W kilka minut byłem na miejscu. Przy wejściu mijałem pozostałe programy, które kończyły swoje prace. W głowie układałem swoją wypowiedź. Nie mogłem tak po prostu mu wypalić głupią gadką typu,"bo zaspałem". Przecież my programy budzimy się z początkiem nowego cyklu. Nie potrzebujemy zegarów. Może powiem mu prawdę. Przecież on też wie o moim alter ego. O tym, że jestem renegatem. Tak, powiem mu prawdę. No może nie tak do końca.
Pewnym krokiem szedłem do biura Able. Jednak od razu cofnąłem się, słysząc głos Trona. Co on tu robi? Schowałem się za ścianą i podsłuchiwałem ich rozmowę.

-Nie podoba mi się to, Beck coś ukrywa. Co chwilę mówi, że ma dużo pracy. To prawda?- zadawał pytania, stojąc naprzeciw niego

Szef wstał z krzesła nieco zdumiony na słowa Trona. Oj, wyczuwam kłopoty.

-Sam dobrze wiesz, jak jest. Każdy z moich mechaników pracuje pół cyklu. Niektórzy siedzą dłużej, ale Becka ostatnio rzadko tu widzę. Wczoraj go nie było!- podniósł swój ton

O kurczę. Długo ciągnąć kłamstw nie dam rady.

-Czyli kłamie. Able, musimy go śledzić. Możliwe, że robi coś poza systemem- teraz to Tron się zdenerwował

-Co masz na myśli?- dopytał go Able

-Spotyka się z kimś poza frakcją

No to mam przerąbane. To tylko kwestia czasu, jak mnie zdemaskują. Nie ,nie dam się!

-Myślisz,że  posunąłby się do zdrady? Jesteś tego pewien, Tron?- widziałem, jak jego oczy się powiększyły z wielkiego zaskoczenia

-Można się po nim wszystkiego spodziewać. Beck jest odmiennym programem

Nawet nie wiesz, jak bardzo.

-Po śmierci swego najlepszego przyjaciele bardzo się zmienił. Tylko, nie pozwól, by wpakował się w kłopoty- poprosił łagodnie

Usłyszałem zbliżające się kroki. Kończyli rozmowę.

-Dopilnuję, Able. Nie dojdzie do tego.

Szybkim krokiem przeskoczyłem za szafki. Musiałem ukryć się przed Tronem.. Kiedy upewniłem się, że wyszedł z warsztatu, poszedłem do biura szefa. Siedział wygodnie przy stole, ale wpatrywał się we mnie zdumiony, Dawno mnie nie widział.

-O! Beck! A ciebie się tu nie spodziewałem. Może to dlatego, ze ostatnio nie zjawiasz się w godzinach pracy- splótł palce, opierając na dłoniach podbródek

Od czego tu zacząć? Może zwykłe przeprosiny wystarczą.

-Wybacz, ale wiesz, że jestem renegatem i często mam misje i...

Able przerwał mi i nie dał mi dokończył. Musiał się wtrącić

-Nie musisz. Teraz to Tron zajmie się przywracaniem porządku Sieci, a ty wróć do pracy!- nalegał

-Ale sam nie da rady. On...

Kolejny raz mi przerwał. Chyba miał dość moich tłumaczeń.

-Dość! Lepiej wróć do domu. Jutro masz stawić się w warsztacie i daj działać Tronowi.- wstał z krzesła sfrustrowany

-Ale?

-Bez dyskusji. Idź już!- wskazał na wyjście

Nie chciałem go wkurzyć, ale jak on może zrozumieć, co naprawdę się dzieje?  Posłuchałem Able i wyszedłem. Przeszedłem się ulicami Argonu wśród tłumu programów. Myślałem nad pracą i bycie renegatem. No i o Paige nie zapomniałem. Nie potrafię przestać o niej myśleć. Nawet sam poza naszym miejscem spotkania i jaskinią Trona.
Spacerowałem dosyć długo, aż niespodziewanie wpadłem na kogoś. Kiedy program odwrócił się ,za nie mówiłem. To był...

-Zed?

Mój przyjaciel.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 1: Zakazany owoc

Wiesz,że nie powinniśmy być przyjaciółmi. Jesteśmy z odmiennych ras.
To nie ma znaczenia. Nikt przecież nie musi o tym wiedzieć. Zresztą w Argon City bywali tez tacy, co wiązali się bardziej z przeciwną frakcją.
I co się stało?
Spotkała ich derezacja.
O kurczę. Czyli nie mogą nas złapać, bo...
Zabije nas nasza własna rodzina

Rozdział 1: Zakazany owoc

Patrzyliśmy na widok  oświetlonego miasta z naszego ulubionego wieżowca. Po drogach jeździło wiele światłocyklów, ale warsztat, gdzie zwykle pracuję był zamknięty. Tron nie wiedział o moich spotkaniach z Paige i jedynym wyjaśnieniem o spóźnieniu na trening były wymówki o przedłużeniu pracy. Może Tron był bez frakcyjny, ale nie cierpi Paige. Po tym, jak musiałem z nią walczyć jako renegat , kazał mi nie zbliżać się do niej.

- To bestialstwo!  Jak własna frakcja może to zrobić dla systemu Clu?- zacząłem czuć lekkie podirytowanie

-Jakoś może, by sami nie zostali zderezowani przez nie wypełnianie obowiązków. Uważam, ze to głupi podział, ale co poradzić, Beck? Taki system- popatrzyła na mnie, bym nieco złagodniał

Opuściły mnie nerwy, ale nie chciałem tej sprawy zostawić. Chciałem coś z tym zrobić i jako renegat mogę zmienić Sieć.

-Zrobię coś z tym. Nie boję się, Clu. Nie zderezuje mnie tak łatwo i szybko obalę jego rządy- zaśmiałem się lekko ,wyzwalając uśmiech

Nagle chwyciła mnie za ręce, a w jej oczach widziałem łzy, które powstrzymywała.

-Beck, ja nie chcę cię stracić. Daj działać Tronowi. Już raz zbawił Sieć, więc niech zrobi to ponownie

-Na razie to go zastępuję. Będzie dobrze i proszę cię, nie płacz- przytuliłem ją

Po chwili znów staliśmy dalej nieco od siebie. To tylko przyjaźń, Beck. Nic więcej.


Nie mogę w to uwierzyć. Beck był kiedyś moim wrogiem, a teraz tak nagle stoimy po tej samej stronie? Nie wiedziałam , że tak się stanie. I jeszcze, jak mnie przytulił. To nie był gest przyjacielski. Czułam coś więcej. O nie, tylko nie to.

-Powiedz mi, Beck. Kim dla ciebie jestem teraz? Przyjacielem czy wrogiem?- popatrzyłam mu w twarz, czekając na słowa z jego ust

-Przyjacielem, ale kiedyś bym o tym nie pomyślał. Jak mam sobie przypomnieć ile razy latałaś za mną krzycząc" Zderezuję cię, renegacie!" To aż chce mi się śmiać- wybuchnął śmiechem, tak mocno, że płakał

-Pamiętam. Nie przypominaj mi o tym- szturchnęłam go w ramię

Czasem trzeba się pośmiać, by zapomnieć o całym źle na świecie. Chociaż rzeczywistość potrafi dokopać.

-Musze już wracać. Do zobaczenia- pomachałam na pożegnanie, skacząc z budynku

-Paige!- krzyknął, ale zorientował się, że jechałam na światłocyklu po moście

Potem nie krzyczał i widziałam, jak machał. Wróciłam do domu.

 Wróciłem do bazy Trona, gdzie czekał na mnie kolejny trening. Eh życie renegata bywa trudne, ale tak to już jest. I znowu był na mnie zły. Za każdym razem mówi mi tą samą śpiewkę.

-Spóźniłeś się. Beck. Dwie godziny! Co tak długo?

-Po prostu dodatkowa robota w warsztacie- podrapałem się w głowie

Znowu kłamstwo. Nie może znać prawdy.

-Znowu? To już szósty raz w tym tygodniu. Dobra, trening czas zacząć i forów ci nie dam.

Z podłogi wyłoniły się sylwetki wirtualnych strażników z dyskami w ręku. Było ich trzech i okrążyli mnie. Co chwilę rzucali dyskiem ofensywnie w moją stronę , a ja próbowałem unikać ataków, wykorzystując elementy zasadzki.  Podszedłem do jednego od tyłu, uderzając rękami po głowie. Jednak chwycił mnie za nadgarstek i szybko przewrócił, wbijając dysk w moje ciało. Byłem rozkojarzony. Stałem i ciągle myślami byłem daleko. Nie potrafię przestać myśleć o Paige. To dziwne?

-Koniec treningu. Wracaj do domu- wyłączył symulator

-Eee...możesz powtórzyć?- potrząsłem głową

-Trening skończony. Widzimy się jutro

Dość szybko minęła sesja treningowa w jaskini. Wsiadłem na światlocykl i pojechałem do domu. Nadal myślałem o Paige. Co się ze mną dzieje?